To nie jest tekst o złej reklamie

Mam ostatnio taki ulubiony mem – czterokadrowy komiks z Puchatkiem i Tygryskiem, w którym przerażony Tygrysek woła do misia: „Wielkie nieba! Kubusiu! To nie jest miodek! To nieudolny marketing!”, a ten, umorusany jak nieszczęście i trochę oszołomiony, odpowiada „Eluwina, jesieniaro! Chcesz spróbować tej alternatywki?”. Przysięgam, nic tak nie przemawia do mojej duszy jak to.
Jest coś fenomenalnego w tym, że wystarczy mieć Facebook, żeby obserwować co jest w danym tygodniu modne i trenduje. Można żyć w bieszczadzkim lesie, ale wystarczy jeden portal, żeby widzieć, kiedy ludzkie serca podbija młodzieżowe słowo roku, kiedy „Wiedźmin”, a kiedy #dollypartonchallenge, bo to, co najpierw podbija ludzkie serca, wkrótce potem podbija głowy marketingowców w całym kraju.
Niech żyje bardziej aktualny od wiadomości real time marketing!
A że czasem zajmują się nim ludzie, którzy nie mają pojęcia, co znaczą słowa, których używają, i pewnie nie są młodzieżą już od jakichś trzech dekad? Wtedy niech taki marketing żyje jeszcze dłużej, bo staje się dużo zabawniejszy – nieważne, że nieintencjonalnie.
Wszyscy znamy z obserwacji wysyp nietrafionych żartów, przestrzelonych point i aktywizacji, które nie interesują nikogo, a które pojawiają się w sieci, gdy tylko firmy wyczują krew i nowy popularny mem. Wszyscy znamy też te reklamy telewizyjne, na których aż chce się zamknąć oczy, żeby nie oglądać puszczonych w ruch dowcipów żywcem wyrwanych z „101 kawałów na każdą okazje”. Bardzo łatwo jest powiedzieć, że to okropnie głupie i zżymać się przy każdej możliwej okazji, ale czy można zamiast tego spróbować to zrozumieć?
Oczywiście, że tak. Można, na przykład, zacząć studiować polonistykę ze specjalizacją filologia dla mediów. Robię to od roku. Nie zagwarantuję nikomu, że od razu po niej będzie zwalczał nieudolny marketing marketingiem udolnym. Głównie dlatego, że uproszczenie filologii dla mediów do „robienia reklamy” nie oddałoby jej sprawiedliwości. Mogę jednak obiecać, że pozwoli ona na zajrzenie w świat nowych mediów w sposób, który nie tylko oferuje perspektywy zawodowe, ale także otwiera oczy na mechanizmy codziennie obserwowanych przez nas zjawisk i przez to zrozumieć motywacje kierujące, chociażby, ludźmi odpowiedzialnymi za ten nieudolny marketing albo tymi, do których on trafia.
Może wcale nie jest taki nieudolny tylko skierowany do zupełnie kogoś innego niż my? Może gdzieś w sieci jest ta grupa osób, którą bawi ten żart niezbyt wysokiego lotu, albo która identyfikuje się z bohaterami tych prostych komiksów czy kiczowatych grafik?
Specjalizacja medialna przede wszystkim sprawia, że zaczyna się myśleć o perspektywach innych ludzi, innych środowisk. Jeśli dzięki wyniesionej z niej wiedzy jakaś beznadziejna reklama nie staje się nagle choć odrobinę lepsza, to wciąż łatwo zżymać się na jej bezsens, ale teraz już, używając słownictwa, którym można brylować na salonach.

Joanna Głogowska